Moi drodzy, poświęcicie mi minutę ze swojego życia?
Dziękuję. Będę się streszczał.
Pomaganie jest trudne. Pomaganie jest nudne. Wszystkim bez przerwy trzeba pomagać. Nieroby jedne (serio, usłyszane ostatnio wielokrotnie) wzięłyby się do roboty. A to covid, a to powódź, a to wojna … Jak nie wojna i nie powódź i nie covid to na pewno coś się znajdzie no i, panie – ile można? W tym momencie następuje zbiorcza aprobata i pochrumkiwanie ku radości ruskich botów. Wszyscy wiemy o co chodzi.
A ja zapytam przewrotnie – znacie babcię Zosię? Tę z sąsiedniej klatki, tę z niebieskim włosem, tipsem, co uprawia jogę. Nowy chłopak ma niedługo zabrać ją na narty. Albo może na Dominikanę – takie mają w każdym razie plany. Będą uczyć się szusować lub nurkować, świat jest piękny.
A tę drugą babcię Zosię znacie? Pewnie nie bo skąd ktoś miałby znać tę babcię. Prawie nie wychodzi z domu, nie ma jej na fejsie i wygląda jakby miała sto pięćdziesiąt lat a może nawet dwieście. Wody nie ma od półtora roku więc czasami nawet od niej czuć tę biedę, czasem nawet mocno; taka mało malownicza jest ta nasza druga babcia Zosia. Nie ma tipsa ani niebieskiego loczka i nie pląsa na dansingach bo zwyczajnie nie ma na to kasy. Nie ma też na nic innego: wcina więc owsiankę doprawioną wodą, którą jakimś cudem jej dostarczyliśmy i to musi jej wystarczyć w każdym dniu tygodnia. Nie ma prądu ani ciepłej wody, nie ma prawie żadnych ciuchów i nie czeka na wigilię bo i na co miałaby babina czekać? Tutaj mały Jezus nie przychodzi w glorii ani chwale w otoczeniu krówek i baranków, nie ma też żadnego alleluja – jest tak strasznie, zimno i ponuro, że odpuścił dwa a może trzy ostatnie zmartwychwstania więc jak miałby się narodzić. Siedzi więc ta babcia Zosia w ciemnej chałupinie, marznie okutana w siedem kocy a nad głową jej latają ruskie samoloty, czasem nawet coś tam z nich wypadnie.
Czym się różnią obie babcie? Niczym. Obie przed osiemdziesiątką, obie Zosie, obie mówią też po polsku. Dzieli je jedynie tysiąc kilometrów i granica, której żadna w życiu nie widziała.
Ja widziałem i to nieraz. I te ruskie drony tez widziałem.
Wy, zmęczeni biedą, wojną, pomaganiem i dobrocią, sfrustrowani historycznie i humanitarnie, tak podatni na otwartą propagandę – dajcie sobie spokój. I odpuśćcie. Nie szukajcie w sobie ciepła i empatii. Wyeliminujcie lub zagłuszcie myśli, że tak samo was to mogło (nadal może i to coraz bardziej) spotkać. W radiu leci już Last Christmas – skupcie się więc na prezentach, karpiach, barszczach i zakupach – nie dla innych oczywiście a dla siebie.
Grudzień już za chwilę, w grudniu bywa szaro, zimno i ponuro. Ale przecież wokół tyle fajnych, ciepłych miejsc i świateł. Mały stolik na uboczu z migoczącą świeczką i przyjemną background music – i już jest jak być powinno. W nic nie trzeba się już angażować – można zrelaksować się we własnym towarzystwie i przy lampce wina albo nawet nieco romantycznie. Grudzień przecież sprzyja romantycznym uniesieniom.
Jeśli wykończyły was te wszystkie akcje pomocowe, dobroczynna żebranina i nieustające prośby o kawałek chleba, nie czytajcie, że zbieramy grosz do grosza i jedzenie i lekarstwa i ubrania na przetrwanie zimy. Że będziemy robić to aż do wigilii. Że te nasze auta nadal nie chcą pójść na wodę ani na zaklęcia. Nie czytajcie i nie angażujcie się bo to nie dla was przecież informacja. Takie informacje dodatkowo męczą. Zwłaszcza w grudniu.
No a my? A my robimy swoje. Nie ma tu dwudziestu ośmiu punktów, są zaledwie cztery: zdobyć, załadować, zawieźć, wrócić jako jedna całość. Każdy z nich jest jednak równie trudny jak ten legendarny „sprawiedliwy pokój”.
Też jesteśmy już zmęczeni. Czasem wykończeni i bez siły. Czasem wyglądamy jak batalion zombie, przejechanych kilometrów, przerzuconych ton i kilogramów odechciało nam się liczyć. Ale całe lata temu coś obiecaliśmy komuś – i dotrzymujemy słowa.
A więc znowu będą Święta, znów pojedzie konwój – tak jak już od wielu lat, na długo zanim się zaczęła wojna. Ten świąteczny, najważniejszy w roku. Odwiedzimy przede wszystkim Domy Polskie i świetlice w Ukrainie, bieda – gospodarstwa, ciemne, zimne domy i hospicja, stare chałupiny i mieszkania w blokach ogrzewane świeczką: wszystkie nasze najciemniejsze kąty. Dojedziemy do Winnicy, Baru, Kalinówki i Kijowa, Czernihowa, Zaporoża i Połtawy. Zawieziemy tam nadzieję i jedzenie, światło i ubrania, prąd i trochę lekarstw. Zawieziemy jednak przede wszystkim siebie – bo to równie ważne co ładunek w samochodach.
I opłatek. I choć trochę normalności.
Odwiedzimy także babcie Zosię. Jeśli oczywiście do tej pory nie zamarznie lub nie umrze z głodu.
Wszystkich już zmęczonych pomaganiem cała ta afera oczywiście nie dotyczy i nie musi angażować. Tych, co mają jeszcze trochę siły i chcą pomóc – zapraszamy do nas.
Pozdrowienia
FUNDACJA ZNAKI PAMIĘCI
PS. Udostępnienie tego wpisu też jest pomocą.
W galerii zdjęcia z ostatnich kilku lat i świątecznych konwojów. Zobaczcie ile dobra mogliśmy zawieźć dzięki Waszym sercom.
#WłączŚwiatłoUkrainie
MISJA HUMANITARNA #WŁĄCZŚWIATŁOUKRAINIE ZOSTAŁA W LISTOPADZIE 2025 ROKU WSPARTA PRZEZ BIURO POLONIJNE KANCELARII SENATU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY !!!
Zadanie dofinansowane w ramach sprawowania opieki przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za Granicą w 2025 roku.















































































































































