Posłuchajcie chwilę – opowiemy wam o złych rzeczach ale za to dobrych, bardzo dobrych ludziach. I co można zrobić jeśli tylko uwierzymy, że możemy zrobić wszystko. No bo nie ma przecież rzeczy niemożliwych a jedynie takie, których jeszcze nie przećwiczyliśmy.

Na początku był Humań i ta tragedia oglądana z bliska, niemal w czasie rzeczywistym. Moje pokolenie (ale chyba i następne pokolenia) ma dylemat: wojnę znamy dobrze ale tylko i wyłącznie w czarno-białych barwach, może czasem w mniej czy bardziej zimnej sepii. Hitler ze Stalinem byli monochromatyczni (i dlatego dziś są coraz bardziej przezroczyści), gruzy getta i Starówki również, nawet na pobojowiskach i we wrakach czołgów śmierć bywała tylko i wyłącznie czarno-biała – taką znamy z podręczników, fotografii, taką też oswoiliśmy. Tu tymczasem jest dysonans i nierzeczywista, aż kłująca w oczy jakość – oglądamy te obrazy, czasem identyczne jak te sprzed osiemdziesięciu lat w kolorze, full hd a czasem nawet w 4 albo więcej K i coś tu nie gra. Gruzy i ruiny wcale nie są szare a potrafią świecić pełnym RGB a ciuchy uświnione krwią – czerwone. Ta paskudna wojna jest tak bardzo rzeczywista, że aż nierealna; w telewizji ten dysonans jest widoczny lecz odległy, jednak kiedy jest się w centrum zdarzeń – najzwyczajniej w świecie głośno krzyczy. Przekontrastowanie i przejaskrawione nasycenie na poziomie godnym mistrzów kiczu powoduje setki pytań i tysiące myśli. Tylko ciała wracające z frontu w furgonetkach i zużytych osobówkach, czasem bez czarnego worka lub brezentu, czasem nawet bez firanek w oknach, tracą z wolna kolor i przypominają te z poprzedniej wojny, te do których jakby trochę przywykliśmy – jednak to niewielkie pocieszenie.

Dotarliśmy do Humania równo miesiąc po tym jak byliśmy po raz pierwszy pod dymiącym jeszcze blokiem na ulicy Komarowa. Ktoś mi tam powiedział, że po prostu wiedział, że wrócimy. My to również wiedzieliśmy od początku. Na ulicy Komarowa objął mnie Giennadij.

– Jesteś moim bratem. – oznajmił. A potem się rozpłakał i już nic więcej nie mówił. Miesiąc wcześniej rakieta trafiła w jego mieszkanie. Gienek jakimś cudem przeżył. Ponad 20 osób nie miało takiego szczęścia jak Gieniek.

A ja nie wiedziałem w ogóle, co powiedzieć. Potem była jeszcze Tania i Larysa i Marijka. I Alosza, który wrócił z frontu do zrujnowanego domu. I następna setka twarzy i historii do opowiedzenia i tragedii. Każda z nich jest ważna.

Akcja, którą zaczęliśmy w maju przeszła wszelkie nasze plany i oczekiwania. Trwała miesiąc i uruchomiła wszystko to, co chcielibyśmy widzieć w ludziach. Ostatecznie zabraliśmy tam ze sobą niemal wszystko – od podpasek i pościeli przez ubrania i jedzenie, garnki i czajniki elektryczne, mleko, kawę Inkę i kakao po łóżeczka dla najmniejszych dzieci, medycynę, dezynfekcję i kuchenki elektryczne, wózki inwalidzkie i pieluchy. To jedynie kropla w morzu potrzeb ludzi, którym w ciągu kilku sekund wszystko odebrano. Jednak dzięki ludziom o naprawdę dobrej woli ten koszmarny lej po bombie na ulicy Komarowa w mieście w środku Ukrainy został chociaż trochę zasypany. Myśleliśmy na początku dość nieśmiało, że zamkniemy się w dwóch dostawczakach, pojechało ich finalnie drugie tyle. A do tego jeszcze TIR załadowany niemal po sam czubek dachu. Część pomocy nadal wywozimy

Wątków zresztą było więcej, maj i większość czerwca dały nam obroty bliskie czerwonego pola. Jeszcze zanim ruszył transport do Humania, w trasę poszedł pierwszy tir z łóżkami szpitalnymi dla żołnierzy do Kijowa i rzeczami dla zniszczonej w zeszłym roku szkoły w Borodziance. Dziękujemy za to auto i współpracę Ambasada Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej/Посольство України у Польщі. Chwilę później dotarliśmy również za Odessę, do Mikołajowa i Chersonia, pod Kachowkę i zniszczoną przez najeźdźców tamę – o tej zbrodni będę jednak pisał szerzej w innym poście bo to dłuższy temat, chciałbym go rozwinąć. Dla zalanych przez rosyjskich terrorystów i zbrodniarzy ludzi zawieźliśmy wodę, leki i jedzenie. I nadzieję i otuchę a to również bardzo ważne. To był nasz kolejny transport wielkim tirem – czasem myślę sobie czy to nadal jeszcze jest fundacja czy już może mała ale za to całkiem sprawna firma spedycyjna. Tradycyjnie też odwiedziliśmy polskie społeczności – Bar i Kalinówkę, domy i hospicja – tam trafiły leki, żywność i pieluchy dla niepełnosprawnych, wózki inwalidzkie i drobiazgi – małe ale czasem ratujące życie. A na koniec, trzy dni temu, dotarliśmy do taboru cygańskiego w miejscu X – taboru, który funkcjonuje tylko dzięki księdzu Grzegorzowi. O Cyganach, Romach zapomnieli wszyscy albo nie chcą ich po prostu widzieć. A w taborze mieszka parę setek ludzi z mnóstwem dzieci i to też uchodźcy z Ukrainy wschodniej – to ten najciemniejszy kąt, nad którym nikt się nie pochyla – taka bieda jest nieładna, niemedialna i zazwyczaj brudna, często brzydko pachnie, czasem nawet mocno śmierdzi. My robimy to i wciąż będziemy robić. Do taboru zawieźliśmy leki i jedzenie … i stuosobowy namiot. I to będzie chyba pierwszy obóz Romów z własną, terenową szkołą i świetlicą. W tym namiocie można też się będzie schować przed ulewą albo zimnem.

Wszystko to udało się w tak krótkim czasie i udaje przy każdej misji bo na naszej drodze są i pojawiają się bez przerwy świetni i nieszablonowi ludzie – każdy oraz każda z nich potrafi co innego, często są od siebie skrajnie różni, wszyscy mają też jak jeden betonowe jaja. Od początku naszej akcji terenowej jedzie z nami Fundacja Humanitarna Folkowisko – Marcin, Alek, Renata, Iwona, Michał, Wowa et consortes, teraz to po prostu jest już NASZA wspólna akcja, nasze wspólnie przerzucone tony i tysiące kilometrów. Łukasz, Tomasz i Otwarty Dialog – Open Dialogue Foundation / Fundacja Otwarty Dialog – wy tak samo od początku nas wspieracie i z tych naszych wspólnych działań bierze się potężna moc – możemy razem więcej a czasami nawet wszystko. A wojenna przyjaźń nie ma ceny. Ewa i Aneta, Kasia, Ella i Agnieszki: Agnieszka,Agnieszka, Agnieszka, Agnieszka – zdaje się, że wy wygracie tę cholerną wojnę, wojny wygrywają właśnie takie jak wy, bezkompromisowe panie a dopiero później wojsko. Cieszę się, że mam was blisko siebie (i jesteśmy po tej samej stronie ???? ) – „mam” nie znaczy tutaj stanu posiadania a jedynie dumę i zwyczajną radość z tego, że jesteście blisko, że działamy razem.
I to nadal nie jest wszystko. Wkrótce w drogę wyjeżdżają dwa następne tiry na południe. Trzeci właśnie się organizuje, czwarty gdzieś już czai się na horyzoncie. Mamy nadal też apteczki (to będziemy robić i rozdawać do oporu), płyn Lugola, leki, wózki inwalidzkie i jedzenie. I nie tylko. Jeśli zaś nie mamy czegoś a okaże się potrzebne – to to wykopiemy choćby i spod ziemi.

I wiecie, co? Wygramy tę wojnę. Niedługo. Bo jesteśmy od nich lepsi. I mądrzejsi. A przede wszystkim – jesteśmy razem.

Krzysztof Hoffmann

FUNDACJA ZNAKI PAMIĘCI

Naszą wiosenną akcję i działania w ramach misji #WłączŚwiatłoUkrainie wsparły i wspierają finansowo, rzeczowo i organizacyjnie:

  • Kulczyk Foundation,
  • Fundacja Leroy Merlin,
  • Fundacja Banku Spółdzielczego w Lubaczowie,
  • Fundacja PGNiG im. Ignacego Łukasiewicza,
  • Fundacja Energa,
  • Hotel Gromada Centrum w Warszawie,
  • Hotel Ibis Warszawa Ostrobramska,
  • Hotel MDM,
  • Inter Cars Foundation / Fundacja Inter Cars,
  • Cambridge Families For Ukraine,
  • Stowarzyszenie Praskie Patrz Sercem
  • Fundacja Otwarty Dialog,
  • Fundacja Historia Vita,
  • Lajkonik,
  • Grana Sp. z o.o.,
  • Starostwo Powiatowe w Krakowie,
  • Miasto Mińsk Mazowiecki,
  • Starostwo Powiatowe w Starachowicach,
  • Humana – für Mami und mich,
  • Fundacja Humanitarna Folkowisko,
  • Stowarzyszenie Folkowisko,
  • Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności

oraz  OGROMNA ilość osób prywatnych z każdej chyba części kuli ziemskiej.

A do baków mieliśmy co wlać dzięki Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ????

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za Granicą 2023

Dziękujemy !

A TAK BYŁO W OSTATNICH TYGODNIACH ….. 

 

 

PODZIEL SIĘ Z INNYMI